Mit pracy społecznej czyli kolejna gombrowiczowska „gęba”

   Od pewnego czasu a konkretniej od 2014 r. niektóre środowiska w Ryczywole ogarnęła euforyczna wręcz „chęć” działalności społecznej. Kiedyś już o tym pisałem przy okazji prób wciągnięcia młodzieży do pewnej politycznej manipulacji. Co nie udaje się z krytycznie nastawionej do rzeczywistości młodzieżą udaje się w innych środowiskach, stowarzyszeniach czy grupach nieformalnych. Pod płaszczykiem niby promocji, niby informacji medialnej, niby integracji robi się przysłowiową „polityczną robotę”. Bo jak tu nie być zadowolonym kiedy na oficjalnej stronie tuby propagandowej umieszczą moje zdjęcie i krótką relację, jak tu nie dziękować jak przyjdzie władza i wręczy jakiś gadżecik, jak tu nie dziękować jak z gminnej kasy sypnęli groszem za właściwe podejście do władzy. Postawa konformistyczna jest modna, bo po co się narażać, po co się wychylać. Na władze nie poradzę – stare peerelowskie powiedzonko w Ryczywole ma się znakomicie. Wszystko jest dobrze dopóki robimy to co władza uzna za właściwe, jeśli nasze myślenie jest inne stajemy się wyrzutkami, reakcjonistami, outseiderami. Wracając do czynu społecznego – łażą ludzie z krzakami lub wiązankami kwiatów, malują, gotują, klaszczą, czytają, chwalą, piszą prasowe i internetowe dyrdymały. Brakuje tylko szpulowego magnetofonu w szafie gdzie można nagrywać słowne laurki dla jaśnie nam panujących.  Przypomina to hipnozę – liczy się czyn i słowo, nikt się nie zastanawia, że stajemy się narzędziami w rękach pewnej grupy, która tylko przebiera nóżkami z radości. Moim komentarzem do tego wszystkiego niech będą dwa artykuły o Ryczywole z 1976 r.  Polecam też lekturę – Zniewolony Umysł Czesława Miłosza.

 

Autor: ryczywol

Udostępnij