Podróż w czasie ze Zdzisławem Buszke

Widok na most na Flincie i Park Strzelecki 


        Zostawiając w okresie wakacyjnym lokalne problemy samorządowe zapraszam czytelników do sentymentalnej wycieczki wehikułem czasu. Pilotem będzie Pan Zdzisław Buszke a kontrolerem lotu moja skromna osoba. Wspomnienia Pana Zdzisława z Gdańska obok pamiętników Erdmanna von Sierakowskiego  są prawdopodobnie jedynymi z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Dziś o Parku Strzeleckim, który był kiedyś centrum życia kulturalno – społecznego Ryczywołu. W kolejnym odcinku o Bractwie Kurkowym  zarządzającym tamtym terenem. Dla niezorientowanych przypominam, że wykorzystywanie materiałów (kopiowanie, upublicznianie itp.) z niniejszej strony jest możliwe tylko i wyłącznie za zgodą autora.

PARK

Było też dzięki Bogu miejsce w Ryczywole zwane parkiem. Rosły w nim między innymi dorodne świerki dostarczające nam cienia oraz zdrowego żywicznego powietrza. Pośród nich znajdowały się zielone placyki – odpowiednie miejsca dla wszelkiego rodzaju zabaw. Znajdowała się w nim również niewielka strzelnica, z której korzystała organizacja strzelecka. I ja sobie nieraz postrzelałem z małej kalibrówki, gdy akurat kręciłem się w pobliżu. A umożliwił mi to mój tata z upodobaniem uprawiający tę dziedzinę sportu. W środku parku stał sobie zbudowany z grubego drewna okrąglak – typowy jak mi się wydaje dla tego rodzaju obiekt z bufetem i miejscem dla tańców w razie niepogody. Jednakowoż nie danym mu było do końca spełniać swej użytecznej roli, ponieważ w roku 1935 lub 1936 został spalony przez jakiegoś głupca. Tuż obok parku płynęła leniwie „moja” Flinta. Było to więc miejsce gdzie w porze letniej wesoło, chociaż nieczęsto spędzali rekreacyjnie swój czas dorośli, młodzież oraz dzieciarnia. Mieli na przykład swoje święto strażacy – park im umożliwiał świętowanie na łonie natury. Miało je Bractwo Kurkowe  z orkiestra dętą  w szyku wojskowym raźno z Rynku wymaszerowywano do parku – przy czym z tego rodzaju marszach nigdy nie zabrakło nas maluchów z uciechą drepczących przed orkiestrą. Wreszcie na Dzień Dziecka – w parku na zabawach i popisach spotykała się dziatwa szkolna. Będąc wtedy uczniem najniższych klas, nie brałem jeszcze udziału w zabawach. Podziwiałem za to harcerza Jurka Gluzę jak stojąc przy namiocie z przejęciem wygłaszał swój monolog, Zosię Machucką występującą w roli córki w smutnej doli oraz harcerza Henia Skibińskiego (zginął podczas Powstania Warszawskiego) jak sprawnie wdrapał się na wysoki słup, zawieszając na jego szczycie pęta kiełbasek. Schodząc powoli na ziemię dokładnie wysmarowywał go skórą słoniny by utrudnić dostanie się do nich mającym na nie apetyt chłopakom. Raz jeden mogłem jednak wystąpić w grupowej roli marynarzy ciągnących tę grubą line okrętową ale brak mundurka marynarskiego uniemożliwił mi stać się tym marynarzem. W warunkach wyraźnie już doskwierającej biedy sprawienie mundurka marynarskiego stawało się problemem nie do rozwiązania. Ten brak udziału w roli marynarza nie zmartwił mnie zbytnio, gdyż dla mnie najważniejszym był występ, który miał mnie dopiero czekać w drodze powrotnej. A czekałem na te chwilę z niecierpliwością. Gdy już zaczęło się ściemniać, kończyły się zabawy i wtedy wymaszerowywaliśmy z parku do szkoły w uformowanym szyku, z wesołymi pieśniami oraz zapalonymi kolorowymi lampionami. Idąc mile wzruszony, co chwile spoglądałem na mój skromniutki lampionik, zadowolony bardzo, że też uczestniczę w tym bajkowym pochodzie. Ten jeden tylko kilometr drogi przebytej w takim pochodzie, dostarczał mi więcej zadowolenia aniżeli całe popołudnie spędzone w parku. Dziś na miejscu dawnego parku nie pozostało nawet śladu.  

Zabawy we Flincie

Spływy kajakowe – Flinta

Harcerze z Ryczywołu (gdzieś tutaj muszą być Jurek Gluza i Heniu Skibiński)

Harcerki z Ryczywołu

Autor: ryczywol

Udostępnij